Translate

czwartek, 19 grudnia 2013

NEWS: GIVEAWAY 2013 - story (only Polish)

 Oto "komentarz" z treścią trasy z Polski do Seulu napisany na potrzebę akcji GIVEAWAY 2013. Proszę nie kopiować i nie podkradać pomysłu.
Mam nadzieję że się spodoba.
There is no english version until the announcement of the results :-( Sorry.

TREŚĆ:
Pewnego dnia budzisz się i wpadasz na genialny pomysł - pojedziesz do Seulu! Szybko się ubierasz, myjesz, malujesz, żegnasz z rodzicami i w drogę! W szopie znajdujesz jednokołowy rower,  na który ochoczo wsiadasz. Zmierzasz rytmicznym tempem w kierunku Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Po 50 km zaczyna cię boleć tylna twarz, więc robisz sobie mały postój na stacji benzynowej, gdzie rutynowo tankujesz swój rower i myjesz przednią szybę. Jeszcze tylko płyn do spryskiwaczy, mała czarna do ręki, żeby nie zasnąć (i tak obie ręce masz wolne) i wracasz na szosę. Docierasz do Parku Narodowego. Włamujesz się bezszelestnie dzięki czapce niewidce, wywołując jedynie niemiłosierny ryk jeleni i okaleczając 10 strażników. Wewnątrz wybierasz sobie najdorodniejszego żubra i po prostu go sobie bierzesz - w końcu znasz k-pop, jesteś wyjątkowa! Zakładasz żubrowi siodło, rowerek w krzaczki, plecaczek na plecy i ruszacie do Mińska. Tam "pożyczasz" od pustelnika jego jaka, bo przebież twój żubr dalej nie da rady.Kolejny etap podróży mija ci na wsłuchiwaniu się w okrzyki twojego nowego środka transportu (tego jaka pustelnika), które przez 5 godzin niezmiennie brzmiały "wół, wół, wół...", ale przecież twoja cierpliwość też ma granice. Docierasz do Moskwy, gdzie zamieniasz jaka na lampę Alladyna. Trafiasz na takiego trefnego dżina. Masz do wyboru pieniądze lub szczęście osobiste. Wybierasz oczywiście pieniądze, bo w kieszeniach pusto, bieda! Nawet nie masz kieszeni... Dżin daje ci kartę kredytową. W pobliżu nie ma bankomatu, więc biegniesz do jakiegoś najbliższego. W ten sposób trafiasz do Karaganda (Kazachstan)i tam sprawdzasz stan konta. A tam co? Debet! I to jeszcze we frankach. Wyrzucasz lampę do pierwszego lepszego pojemnika na śmieci silnie radioaktywnych, wykonanego z papieru i robisz kolejny włam. Masz paralotnię! Skaczesz z pobliskiego urwiska, a ponieważ nie wiesz jak się tym dziadostwem lata, omal nie umierasz. Spadając modlisz się o cud a tu... nagle łapie cię jakiś emeryt (rocznik 1899). Opowiadasz mu o swoim marzeniu, a on daje ci namiary na swojego przyjaciela ze szkolnej ławki, który ma Kawasaki (japoński ścigacz). Mieszka on łąkę dalej, więc już tam pędzisz. Kochany, spróchniały dziaduś w kasku pożycza ci motorek i jazda! Docierasz do Urumczi (Chiny) bo na tyle wystarcza paliwa. Ostatnimi siłami znajdujesz jakiś przytulny lasek. Padasz z sił pod jakimś drzewem i czujesz jakby wybiła twoja ostatnia godzina. A to dopiero 1 dzień! Idziesz spać. Po pobudce szybko dzwonisz do martwiących się rodziców za pomocą niezwykle rozwiniętej technologii zwanej "echo". Gdy tracisz zasięg wstajesz z gleby i idziesz umyć się w pobliskim strumieniu, po czym ruszasz z buta, bez śniadania prosto do Shenyang (Chiny). Na miejscu grzecznie przepraszając cichcem zawalasz biednemu rolnikowi jego prywatnego pterodaktyla, na którym przelatujesz nad Koreą Północną. Trzykrotnie omal nie zostajesz zestrzelona, ale Pteroś oberwał. Musisz lądować awaryjnie w Korei Południowej w górach zamieszkiwanych przez Gumiho. Wspaniały duch lasu przygarnia was pod swoje skrzydła (albo raczej ogony) i uzdrawia twojego Pterosia ^.^ W zamian za wszystko obiecujesz mu załatwić jakąś smakowitą wątrobę (wiecie o co chodzi prawda? ;-] )Tobie natomiast podarował wilka, który zabrał cię prosto do centrum Korei - Seulu. Nareszcie na miejscu! ^_^
 
Pozdrawiam
Miyu Kim
 화이팅

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz